– U mnie wszystko ok.
To jedno zdanie wypowiadane z automatu.
Bez zastanowienia. Bez refleksji.
Wypowiedziane nawet wtedy, gdy w środku wszystko się wali.
Bo przecież tak trzeba. Bo przecież „facet nie powinien narzekać”.

I nie chodzi o to, że mężczyźni nie mają uczuć.
Chodzi o to, że nauczono nas, żeby ich nie pokazywać.
Od dzieciństwa słyszeliśmy:
„Nie płacz.”
„Nie bądź miękki.”
„Weź się w garść.”
„Nie rób scen.”
I z czasem zaczęliśmy w to wierzyć.
Aż w końcu przestaliśmy mówić.
Zamknęliśmy się.
Zamiast prawdy, wybieramy zdania-wytrychy.
– Spoko.
– Dam radę.
– Bywało gorzej.
– Jakoś to będzie.
– U mnie wszystko ok.
Tylko że nie jest ok.
Nie jest ok, kiedy nie możesz spać w nocy, bo głowa nie daje spokoju.
Nie jest ok, kiedy siedzisz w aucie pod domem i nie chcesz wysiadać, bo to jedyne miejsce, gdzie możesz pobyć sam.
Nie jest ok, kiedy twój telefon milczy, a ty patrzysz na niego, jakby od tego zależało, czy jeszcze się liczysz.
Nie jest ok, kiedy nie wiesz już, czy jesteś zmęczony, czy po prostu pusty.
Ale i tak mówisz, że wszystko gra.
Bo boisz się, że jeśli powiesz prawdę, to usłyszysz:
– O co ci znowu chodzi?
– Przesadzasz.
– Faceci tak mają.
– Inni mają gorzej.
– Trzeba się ogarnąć.
Więc milczysz.
Nie dlatego, że nie masz nic do powiedzenia.
Tylko dlatego, że czujesz, że nikt i tak nie posłucha.
I to nie jest słabość.
To nie jest użalanie się.
To jest zmęczenie.
Zmęczenie byciem twardym, odpornym, gotowym do pomocy, gotowym słuchać, gotowym przyjechać, naprawić, uspokoić, rozweselić, podnieść na duchu –
a jednocześnie nigdy nie być wysłuchanym.
To dlatego mężczyzna przestaje mówić.
To dlatego zamienia prawdę w automatyczne „jest ok”.
To dlatego wybiera ciszę. Bo w ciszy nikt go nie ocenia.
W ciszy nie musi się tłumaczyć, czemu nie jest robotem.
Tylko że prawda i tak przecieka.
W ciele, które boli.
W nerwach, które są jak napięte struny.
W oczach, które gasną.
W chwilach, kiedy nie masz siły wstać z łóżka, ale i tak wstajesz, bo przecież trzeba.
W tym jednym momencie, kiedy jesteś sam i nagle czujesz, że nie wiesz, kim jesteś bez tej zbroi.
Nie każdy facet potrafi mówić o emocjach.
I nie każdy ma komu.
Ale każdy, naprawdę każdy,
potrzebuje chociaż raz usłyszeć: „Możesz mi powiedzieć wszystko. I nie będziesz z tym sam.”
Tylko że żeby to usłyszeć, trzeba się odezwać.
Nie musisz od razu mówić wszystkiego.
Nie musisz rzucać się na głęboką wodę.
Czasem wystarczy jedno proste zdanie:
„Nie mam siły.”
„Potrzebuję kogoś, kto mnie wysłucha.”
„Nie jest ok.”
To nie oznaka słabości.
To oznaka odwagi.
Bo prawda jest taka, że żaden człowiek nie przetrwa długo, udając, że nic się nie dzieje.
Można udawać miesiąc, rok, dekadę – ale ciało i serce w końcu powiedzą: „Dość.”
I lepiej wtedy usiąść i pogadać z kimś, niż obudzić się z krwią na poduszce, z dusznością, z myślą, że nikogo to nie obchodzi.
Bo obchodzi.
Tylko musisz pozwolić się znaleźć.
Nie jesteś sam.
Nie jesteś dziwny.
Nie jesteś słaby.
I nie musisz być „ok” 24 godziny na dobę.
Jeśli ten tekst z Tobą rezonuje, to wiedz jedno:
To jest ten moment, kiedy możesz powiedzieć prawdę.
Chociaż raz. Choćby szeptem.
Choćby tylko do siebie.
„Nie jest ok. Ale chcę, żeby było.”
To wystarczy.
To początek.


