(bonus do cyklu: DŹWIGAJ. BO TO JEST KUR*A TERAPIA)
Nie musisz być największy.
Nie musisz dźwigać 200 kg.
Nie musisz znać się na suplementach, progresji, makro i cyklach.
Ale masz dźwigać z sercem.
Bo żelazo nie kłamie.
Nie ocenia.
Nie zostawia.

Dźwigasz z sercem, gdy:
– przychodzisz, choć masz złamane życie,
– robisz serię, choć masz łzy w oczach,
– pomagasz innym, choć sam ledwo stoisz na nogach,
– nie wyśmiewasz, nie oceniasz, nie patrzysz z góry.
Dźwigasz z sercem, gdy jesteś człowiekiem.
Nie postacią z siłownianego mema.
Nie udawaną motywacją z Instagrama.
Tylko człowiekiem, który wie, że tu jest miejsce dla wszystkich.
Bo co ci po klacie, jak masz zimne serce?
Co ci po barkach, jak nie umiesz pomóc drugiemu człowiekowi?
Co ci po sylwetce, jak nie umiesz powiedzieć komuś: „zrobiłeś świetną robotę”?
Prawdziwa siła zaczyna się w środku.
W sercu.
I nie ma znaczenia, czy masz 18, 30 czy 60 lat.
Nie ma znaczenia, czy jesteś kobietą, facetem, czy właśnie zaczynasz od zera.
Liczy się to, jak dźwigasz.
I dla kogo dźwigasz.
Dźwigasz, bo chcesz żyć lepiej.
Dźwigasz, bo ktoś na ciebie patrzy.
Dźwigasz, bo jesteś komuś potrzebny – silny, spokojny, obecny.
Dźwigasz, bo zasługujesz, by w końcu być dumnym z siebie.
Bo chcesz dawać więcej – miłości, czułości, energii, wsparcia.
Ale najpierw musisz to dać sobie.
Dźwigaj z sercem.
Nie dla fejmu.
Nie dla bycia „kimś”.
Dla siebie.
Dla tych, których kochasz.
Dla tych, którzy kiedyś będą ci wdzięczni, że nie odpuściłeś.
Bo w tych wszystkich ciężarach, talerzach, powtórzeniach i bólach —
jest życie.
Jest miłość.
Jest serce.
Nie zapomnij go zabrać ze sobą na trening.


