(z cyklu: 11 rzeczy, których (nie)miły facet już nie robi)
Kiedyś wszystko „ogarniałem”.
Brzmi znajomo?
— ogarnę zakupy
— ogarnę stronę
— ogarnę ten projekt
— ogarnę siebie
— ogarnę życie
I co?
I gówno ogarniałem.
Bo ogarnianie to takie modne słowo, które znaczy: „przebiegnę przez to w chaosie, udając że wiem, co robię.”
Nie miałem planu – miałem kalendarz porażek.
Zlecenia zaczęte, nie skończone.
Pomysły odpalone, nie dowiezione.
Zapał – był.
Skuteczność – brak.
Ale dziś już nie ogarniam.
Dziś planuję.
Mam plan dnia.
Mam plan tygodnia.
Mam plan na siebie.
I nie – to nie odbiera wolności.
To daje wolność.
Bo jak wiesz, co masz robić – to przestajesz się miotać.
Nie zastanawiasz się piąty raz: „co teraz?”
Nie scrollujesz, nie przekładasz, nie kombinujesz.
Robisz.
(Nie)miły facet nie improwizuje życia.
Nie biegnie na ślepo z nadzieją, że „jakoś to będzie”.
Ma mapę. Ma cel. Ma jaja, żeby wytrwać.
Nie ogarniam już życia.
Zacząłem nim zarządzać.
I dzięki temu – naprawdę żyję.


