A może ktoś ciągle podpala tego feniksa?

Feniks wstaje z popiołów. Piękna metafora. Człowiek upada, życie daje mu w kość, wszystko się wali, a on mimo tego podnosi się i zaczyna od nowa. Tylko jest jedna rzecz, która od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Ile razy można wstawać z popiołów, zanim ktoś w końcu zapyta: kto go, do cholery, ciągle podpala?

Kto podpala feniksa?

Bo wszyscy patrzą na moment, w którym feniks się odradza. Zachwycamy się jego siłą, odpornością i tym, że znowu dał radę. Mało kto interesuje się tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Może on wcale nie upadł. Może ktoś go popchnął, podstawił mu nogę albo złapał za skrzydło, kiedy próbował wzlecieć.

Może nawet ten nóż, który kolejny raz wyciąga z pleców, nie pojawił się tam dlatego, że „życie bywa trudne”. Noże raczej nie wbijają się w plecy same. Ktoś musi stać po drugiej stronie rękojeści. Tak samo jak przy każdym pożarze warto czasem przestać podziwiać strażaka i sprawdzić, dlaczego właściwie ciągle pali się ten sam dom.

Z ludźmi robimy podobnie. Kiedy ktoś kolejny raz przechodzi przez coś trudnego, mówimy mu: „Jesteś silny”, „Poradzisz sobie”, „Już nieraz z tego wychodziłeś”. Najczęściej mówimy to z troską, chcąc dodać mu siły. Tylko czasem „jesteś silny” zaczyna niebezpiecznie przypominać przyzwolenie na to, żeby ten człowiek musiał znieść jeszcze więcej.

Bo przecież wytrzyma. Zawsze wytrzymywał. Można więc dołożyć następny ciężar, przesunąć granicę o kolejne kilka centymetrów i jeszcze trochę oprzeć się na jego ramieniu. A kiedy w końcu ugną mu się nogi, poklepiemy go po plecach i przypomnimy, ile razy wcześniej potrafił się podnieść.

Tylko może człowiek nie powinien przez całe życie udowadniać, jak dobrze potrafi wstawać. Może któregoś dnia zamiast kolejny raz ćwiczyć podnoszenie się z ziemi, powinien przez chwilę na niej usiąść i rozejrzeć się dookoła. Nie po to, żeby szukać winnych wszystkiego, co mu się przydarzyło. Po to, żeby zauważyć, czy przypadkiem obok niego nie stoi ktoś, kto regularnie pomaga mu na tę ziemię wrócić.

Nie każda trudność jest lekcją. Nie każda rana buduje charakter. Nie każdy upadek był nam potrzebny, żebyśmy stali się silniejsi. Czasami rana jest po prostu raną, ktoś przekroczył granicę, zawiódł nasze zaufanie albo świadomie zrobił coś, co bolało.

I może właśnie tutaj historia feniksa powinna dostać inne zakończenie. Nie kolejne spektakularne odrodzenie, jeszcze większe skrzydła i następny lot ku słońcu. Tym razem feniks wstaje z popiołów, otrzepuje pióra i zamiast patrzeć w niebo, patrzy dookoła.

Bo gdzieś obok może stać człowiek z „kanistrem benzyny”.

I największym zwycięstwem feniksa wcale nie musi być to, że po raz kolejny przeżyje pożar. Może nim być chwila, w której wreszcie przestanie sprawdzać, ile jeszcze jest w stanie wytrzymać, i odejdzie tam, gdzie nikt nie będzie sprawdzał tego razem z nim.

Może siła nie zawsze polega na tym, żeby kolejny raz wstać z popiołów.

Czasami wystarczy przestać pozwalać się podpalać.