Nie musisz się tłumaczyć, żeby być sobą

Był taki czas, kiedy tłumaczyłem się niemal ze wszystkiego.

Dlaczego dziś nie pomogłem.

Dlaczego nie odezwałem się pierwszy.

Dlaczego jestem zmęczony, nie mam ochoty, milczę.

Dlaczego nie chcę się spotkać, a innym razem – dlaczego chcę za bardzo.

Zawsze gdzieś pod spodem był lęk:

czy nie wyjdę na gorszego, czy nie zostanę odrzucony, czy ktoś nie pomyśli, że jestem egoistą.

Więc tłumaczyłem się – często nawet nieproszony.

Jakbym sam przed sobą nie miał prawa po prostu być taki, jaki jestem.

Dziś to rozumiem: to nie była potrzeba wyjaśnienia.

To była potrzeba zasłużenia na akceptację.

Bo „miły facet” nie chce robić problemów.

Miły facet wszystko znosi, dopowiada, dopasowuje się.

I jeśli coś w nim pęka – to dopiero wtedy, gdy jest już naprawdę za późno.

Droga powrotna do siebie zaczyna się w chwili, gdy przestajesz się tłumaczyć.

Nie dlatego, że przestajesz czuć – ale dlatego, że zaczynasz szanować swoje emocje bez potrzeby ich usprawiedliwiania.

Nie masz ochoty się spotkać?

Możesz po prostu powiedzieć: „Nie dziś”.

Nie musisz pisać elaboratu o zmęczeniu, dzieciach, korkach i pracy.

Nie jesteś winny nikomu scenariusza z happy endem.

Nie czujesz się komfortowo z czyimś żartem, zachowaniem, propozycją?

Możesz powiedzieć: „Nie czuję się z tym okej”.

Bez przekąsu. Bez złości.

Ale też bez ściemniania, że wszystko w porządku.

Odzyskiwanie siebie to w dużej mierze odzyskiwanie prawa do ciszy.

Do nie tłumaczenia się. Do nie bycia dostępnością na żądanie.

Do bycia facetem, który nie układa się pod każdego, tylko stoi na swoich nogach.

To nie znaczy, że stajesz się chłodny.

To znaczy, że jesteś dojrzały.

Bo facet, który zna swoją wartość, nie musi ciągle wyjaśniać, dlaczego chce być sobą.

Dziś mówię sobie:

Nie musisz się tłumaczyć, gdy chcesz spokoju.

Nie musisz się tłumaczyć, gdy chcesz więcej.

Nie musisz się tłumaczyć, gdy coś Cię boli – albo gdy coś Cię nie rusza.

Możesz po prostu być.

A jeśli ktoś oczekuje ciągłych uzasadnień Twojej obecności – to może nie chodzi o Ciebie.

Może chodzi o to, że komuś jest wygodnie, gdy Cię nie ma.

Nie jesteś winny bycia sobą.

Nie jesteś winny szczerości.

Nie jesteś winny granic.

To pierwszy krok.

Potem pójdą kolejne.

I nawet jeśli będzie bolało, będzie się warto.

Bo przestajesz być miłym.

A zaczynasz być prawdziwy.