Nie wraca tam, gdzie go nie chciano

(z cyklu: 11 rzeczy, których (nie)miły facet już nie robi)

Kiedyś wracałem.
Zawsze.
Choćby mnie zignorowali. Zlekceważyli. Kazali czekać.
Wróciłem.
Napisałem.
Zadzwoniłem.
Poczekałem.

Bo przecież może miała zły dzień.
Może się pomyliła.
Może nie wiedziała, że mi zależy.
Może trzeba tylko dać czas.


Ale nie chodziło o czas.
Nie chodziło o pomyłkę.
Chodziło o to, że byłem traktowany jak opcja – a zachowywałem się jak pewniak.
Chodziło o to, że nie chciano mnie – a ja i tak wracałem.

Bo nie wierzyłem, że jestem wart tego, żeby ktoś mnie wybrał bez wahania.


Dziś już nie wracam.
Nie dlatego, że się obraziłem.
Nie dlatego, że jestem dumny.

Dlatego, że już wiem, ile jestem wart.
I wiem, że kto tego nie widzi –
nie zasługuje, by mnie mieć blisko.


(Nie)miły facet odchodzi bez dramatów.
Z ciszą.
Z klasą.
Z lekkością faceta, który zrzucił balast tłumaczeń i niepewności.


Bo czasem największą siłą jest brak reakcji.
Czasem największym dowodem wartości – jest brak powrotu.
Czasem największym szacunkiem dla siebie – jest odejście.


Nie wracam już do miejsc, gdzie trzeba było udowadniać, że jestem wart miłości.
Nie pukam tam, gdzie nigdy nie było drzwi.
Nie odświeżam kontaktów, które wygasły z obojętności.

Nie mam żalu.
Mam lekcję.
Mam wdzięczność.
I mam swoją drogę.