Właśnie dotarło do mnie, że jestem jednym z tych kierowców, przed którymi ostrzegał mnie mój instruktor.

Nie chodzi o to, że jeżdżę jak idiota.
Bo nie jeżdżę.

Patrzę w lusterka.
Sygnalizuję zamiar, a nie fakt manewru.
Na rondzie używam kierunkowskazów – zawsze.
Tak, jeżdżę BMW i używam kierunkowskazów.
I nie – nie jestem wyjątkiem. Jest nas więcej. Po prostu się o nas nie mówi.

Nie o to chodzi.

Chodzi o coś mniej oczywistego.
O styl jazdy, który z biegiem lat robi się… zbyt pewny siebie.
O to, że wiem, co robię – i właśnie dlatego pozwalam sobie na więcej.
Nie dlatego, że muszę.
Bo mogę.

Kiedyś miałem w sobie uważność początkującego.
Dziś mam refleks doświadczonego.
Ale to nie zawsze dobrze.

Kiedyś byłem uważny, bo musiałem.
Dziś jestem szybki, bo już nie muszę być ostrożny.
I to jest ten moment, w którym coś się psuje.

Nie łamię przepisów, ale czasem naginam.
Nie zajeżdżam drogi, ale czasem wywieram presję.
Nie trąbię, ale potrafię zbliżyć się za blisko.
Nie ścigam się, ale lubię „poczuć respekt”.

I właśnie o to mi chodzi.

Nie chcę stać się kierowcą, który nie przekracza prawa – tylko granice dobrego smaku.
Nie chcę być tym, co wie, co robi – ale zapomniał, co czują inni.
Nie chcę być przykładem, że doświadczenie zabija pokorę.

Bo jazda to nie tylko kontrola nad autem.
To kontrola nad sobą.

A ja… chyba potrzebuję sobie o tym przypomnieć.


Bo ja wcale nie chcę przestać jeździć BMW.
Nie chcę jeździć wolniej, mniej pewnie, mniej zdecydowanie.
Chcę jeździć z charakterem – ale bez pogardy.

Chcę być kierowcą, który robi miejsce na pasie rozbiegowym.
Który nie zamyka furtki innym tylko dlatego, że „jest pierwszy”.
Który widzi nie tylko drogę przed sobą, ale ludzi obok.

Chcę być tym, który wie, co robi – ale właśnie dlatego nie musi tego udowadniać.

Bo kultura jazdy to nie ułożenie rąk na kierownicy.
To nie kurs.
To wybór.

I ja ten wybór właśnie odświeżam.

Nie muszę się zmieniać – bo nie jestem złym kierowcą.
Ale chcę się pilnować.
Bo to właśnie różni tych dobrych od przeciętnych:
świadomość, że umiejętności nie zwalniają z odpowiedzialności.

Więc tak – jeżdżę BMW.
Z pasją. Z emocją.
Ale też z kierunkowskazem.
Z lusterkami.
Z myśleniem.

Bo najważniejsze nie jest to, co potrafi samochód.
Tylko co potrafisz z nim zrobić – nie tracąc z oczu człowieka po drugiej stronie szyby.