(z cyklu: 11 rzeczy, których (nie)miły facet już nie robi)
Kiedyś moje potrzeby były dla mnie… kłopotliwe.
Zawsze za głośne. Zawsze „zbyt dużo”.
Czułem, że jeśli czegoś chcę — to już jestem uciążliwy.
Że powinienem się dostosować, przemilczeć, wycofać.
Więc się wycofywałem.
Często jeszcze zanim zdążyłem o cokolwiek poprosić.
Bo bałem się odrzucenia. Bo przecież „nie chciałem być problemem”.
W relacjach to wyglądało tak, że rezygnowałem z siebie.
Z małych rzeczy. Z ważnych rzeczy.
Z czasu dla siebie.
Z prawa do odpoczynku.
Z decyzji, które miały dla mnie znaczenie.
Zamiast mówić „potrzebuję”, mówiłem „jak chcesz”.
Zamiast „nie chcę tak”, mówiłem „może być”.
Zamiast „to dla mnie ważne” — w milczeniu godziłem się na bylejakość.
Bo przecież byłem „miły”.
A miły facet nie robi problemu.
Miły facet „nie naciska”.
Miły facet się domyśla, nie narzuca, nie komplikuje.
Dziś już wiem, że to nie była uprzejmość.
To było zdradzanie samego siebie.
Zgoda na życie w nieustannym kompromisie, w którym zawsze ja byłem stroną ustępującą.
Dziś nie przepraszam za to, że czegoś chcę.
Że czegoś nie chcę.
Że coś mi nie pasuje.
Że czegoś potrzebuję, żeby czuć się dobrze, bezpiecznie, szanowany.
Bo moje potrzeby są ważne.
Nie ważniejsze niż innych — ale równie ważne.
I nie muszę ich usprawiedliwiać.
Jeśli czujesz, że Twoje „ja” zawsze ustępuje przed „czyimś”,
zatrzymaj się i zapytaj: dlaczego?
Co najgorszego się stanie, jeśli powiesz: „Nie chcę tak”?
Co by się zmieniło, gdybyś powiedział: „Potrzebuję tego”?
To może być pierwszy moment, w którym zobaczysz siebie naprawdę.
I pierwszy raz od dawna — nie będziesz się za to przepraszał.
Do tematu potrzeb, które tak łatwo przesunąć na koniec kolejki, wracam w książce „NIGDY” — poznaj ebook i audiobook.


