(z cyklu: 11 rzeczy, których (nie)miły facet już nie robi)
Przez lata miałem to w odruchach.
Powiesz coś na głos – już się tłumaczysz.
Podejmiesz decyzję – już się usprawiedliwiasz.
Zrobisz coś dla siebie – już dodajesz: „sorry, po prostu musiałem, miałem ciężki dzień…”
Jakby życie wymagało ciągłego wyjaśniania się.
Jakbym musiał wystawiać pokwitowanie za każde swoje zdanie, potrzebę, granicę.
Ciągle z tyłu głowy:
„Nie chcę, żeby ktoś się obraził.”
„Nie chciałem nikogo urazić.”
„Wytłumaczę się, żeby nikt mnie źle nie ocenił.”
Tylko że w tym tłumaczeniu…
gubiłem siebie.
Bo każdy, kto mnie nie znał – był ważniejszy niż mój spokój.
Każdy, kto coś pomyślał – był ważniejszy niż to, co czułem.
Każdy, komu się nie spodobałem – dostawał moje wyjaśnienia, zanim zdążył o nie poprosić.
Dziś wiem:
Tłumaczenie się za to, kim jesteś – to jak przepraszanie, że oddychasz.
Nie musisz wyjaśniać, czemu czujesz.
Czemu odmawiasz.
Czemu nie masz ochoty.
Czemu masz inne zdanie.
(Nie)miły facet nie tłumaczy się z siebie.
Może wyjaśnić, jeśli trzeba. Ale nie przeprasza za swoje istnienie.
Nie rozkłada siebie na części, żeby ktoś inny czuł się lepiej.
Nie odcina się od swojego gniewu, zmęczenia, potrzeby ciszy.
Nie wrzuca buźki z uśmiechem na końcu wiadomości, żeby złagodzić to, co napisał wprost.
Dziś nie muszę się tłumaczyć.
Dziś po prostu mówię.
Decyduję.
Robię swoje.
A jeśli ktoś to odbierze jak atak –
to znaczy, że nie był gotowy na prawdę.
Nie jestem już chłopcem, który boi się, że zawiódł.
Jestem mężczyzną, który mówi, co czuje.
I nie przeprasza, że wreszcie żyje po swojemu.

