Czasem człowiekowi wyrwie się zdanie, nad którym dopiero po chwili zaczyna się zastanawiać.
„Czego byś chciał?”
I zamiast całej listy rzeczy, które można poprawić, zdobyć, zmienić albo naprawić, przychodzi do głowy coś zupełnie innego.
Żeby było tak jak jest.
Dziwne życzenie.

Przecież zwykle chcemy więcej. Więcej pieniędzy, więcej czasu, większego spokoju, lepszej pracy, lepszego samochodu, większego mieszkania. Chcemy gdzieś dojść. Coś skończyć. Coś zacząć. Czegoś się pozbyć.
Ciągle coś w swoim życiu przestawiamy, żeby wreszcie było tak, jak powinno.
Może dlatego tak mocno brzmi moment, w którym człowiek patrzy na swoją codzienność i przez chwilę nie znajduje niczego, co chciałby natychmiast zmieniać.
Nie dlatego, że wszystko jest idealne.
Nie jest.
Nadal są rzeczy do zrobienia. Rachunki do zapłacenia. Kilogramy do zrzucenia. Plany, które czekają na swoją kolej. Problemy, które jutro rano nadal będą problemami.
Ale pomiędzy tym wszystkim pojawia się coś znacznie rzadszego.
Poczucie, że dzisiaj jest dobrze.
Nie za miesiąc.
Nie wtedy, kiedy wydarzy się coś, na co czekasz.
Nie kiedy zarobisz określoną kwotę, skończysz projekt albo osiągniesz kolejny cel.
Teraz.
I chyba właśnie wtedy człowiek przestaje na chwilę negocjować z życiem.
Nie mówi mu już: dam ci spokój, kiedy dasz mi to i tamto. Nie stawia kolejnych warunków. Nie odkłada własnego zadowolenia na później jak rzeczy schowanej w szafie na specjalną okazję.
Po prostu siada przy tym stole, przy którym akurat jest.
Rozgląda się.
I myśli:
Żeby było tak jak jest.
Kiedyś uznałbym takie zdanie za brak ambicji.
Dzisiaj widzę w nim coś zupełnie innego.
Bo można nadal mieć plany. Można chcieć więcej, pracować, budować, zmieniać i iść dalej.
A jednocześnie nie uciekać od miejsca, w którym właśnie się stoi.
Może nawet właśnie o to chodzi.
Nie o to, żeby już niczego nie chcieć.
Tylko żeby któregoś wieczoru odkryć, że nawet jeśli jutro nic się nie zmieni, dzisiejszego życia nie trzeba poprawiać, żeby chciało się w nim zostać.


